Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

recenzja

podstawowe informacje recenzja
cd action
Stary dobry Hitman. To chyba jedna gra, w której choć mamy dostęp do całego arsenału, największą frajdę sprawia przejście całej misji bez chociażby jednego wystrzału. Mogłeś się w niej wcielić w psychopatę koszącego ogniem ciągłym wszystkich jak leci, choć nic nie stało na przeszkodzie, by odegrać rolę cichego zabójcy, który załatwia kluczowe cele za pomocą fortepianowej struny. Czy coś się od czasu poprzednich części zmieniło? I - co najważniejsze - czy agent 47 wciąż jest w dobrej formie?
Powiedzmy sobie jasno - nowy Hitman, choć to tytuł ze wszech miar wyśmienity, żadną rewolucją nie jest. Można co najwyżej mówić o ewolucji, gdyż najnowsza odsłona flagowego dzieła IO Interactive skupia się przede wszystkim na rozwoju wszystkich charakterystycznych elementów serii. Dodano w co prawda kilka wybornych i smakowitych nowości, jednakże zmiany mają raczej kosmetyczny, W podstawowym założeniu Hitman pozostał niezmieniony (chciałby by się dodać - na szczęście), dalej mamy więc do czynienia ze składanką charakteryzującą się niesamowicie otwartym terenem działań i mnogością ścieżek prowadzonych do celu. Nowy Hitman jest nie także godnym kontynuatorem serii. Jest także - a może nawet przede wszystkim - jej najlepszą odsłoną.

Raj dla perfekcjonistów
To jedna z naprawdę niewielu gier, która - mimo iż rozgrywka skupia się na single'u (multiplayera po raz kolejny zabrakło), za dziesiątym razem bawi równie dobrze jak za pierwszym. A to dzięki niesamowicie przemyślanym zleceniom i fantastycznie zaprojektowanym poziomom, które sprawiają, że wszystko tu da się wykonać na naprawdę wiele sposobów. Podczas rozgrywki nieraz odnosiłem wrażenie, że Krwawa Forsa oferuje nam więcej swobody w obrębie poszczególnych misji niż wszystkie dotychczasowe części razem wzięte.

Nowy Hitman, tak jak poprzednie odsłony skierowany jest przede wszystkim do perfekcjonistów, bo rozpracowanie każdej misji w najdrobniejszych detalach, rak by na końcu otrzymać rangę Silent Assassin, sprawia tu chyba największa frajdę, ale wymaga od gracza maksymalnego skupienia, odrobiny sprytu i pomyślunku oraz oczywiście ogromnej cierpliwości. Uzyskanie najwyższej oceny na najniższym poziomie trudności wymaga nieraz kilkudziesięciu podejść. Przy czym nie dajemy się zwariować - prawie każde zadanie można też wykonać w raptem kilka(naście) minimum osiągając wszystkie konieczne cele. więc jeno od gracza zależy, czy zechce ukończyć grę szybko, czy też woli się nią dłuuugo delektować.

Jeśli wybierze drugą metodę, czeka go mozolna nauka rozkładu pomieszczeń, zapoznanie się ze ścieżkami, po których chodzą strażnicy, poznanie wszystkich newralgicznych punktów na mapie etc. Takie podejście ma chyba zresztą największy sens co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze - jak wspomniałem - wtedy gra wystarcza na znacznie dłużej. Po drugie - tylko grając "po cichu" mamy sposobność zasmakować perfekcyjnie kreowanego klimatu. Wreszcie po trzecie - jako typowa gra akcji nastawiona na wybicie wszystkiego, co się rusza, Hitman jest średnio atrakcyjną produkcją. Średnią, bo niezwykle - wówczas - krótką.
Na zakupy!
Tytułowe krwawe pieniądze mają tu - rzecz jasna - niemałe znaczenie. W wielkim stylu powraca wątek ekonomiczny. W przeciwieństwie jednak do pierwszej odsłony, nie kupujemy tu poszczególnych giwer (te zdobywamy w kolejnych misjach), a "jedynie" upgrade'ujemy te już posiadane. A musicie wiedzieć, żem możliwości na tym polu są ogromne (niestety nie wszystkie flinty można modyfikować, odniosłem też wrażenie, że samych spluw jest trochę mniej niż w poprzednich częściach). Większe magazynki, tłumiki, celowniki laserowe, rozmaite rodzaje amunicji to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie ma na szczęście możliwości, by po dwóch etapach wykupić cały sklep. Po pierwsze, ceny są zaporowe, po drugie zaś, dostęp do kolejnych udogodnień zdobywamy sukcesywnie w miarę postępów w grze.

Ponadto można również nabyć kilka ułatwiających przeżycie gadżetów, jak. Np. lepszy wytrych, kamizeli kuloodporne, zastrzyk adrenaliny czy specjalne tabletki, które spełniają rolę jednorazowej apteczki. To jeszcze nie wszystko. Sporo kasy idzie na łapówki. Gdy narobimy zbytnio bałaganu, forsa przyda się, by zamknąć usta świadkom, dziennikarzom i policji. Można to zlekceważyć, wtedy jednak w kolejnym zadaniu możemy mieć przechlapane jak Święty Mikołaj w Boże Narodzenie. Jeżeli zaś ktoś ma problem z wykonaniem aktualnego zlecenia, za marne kilka tysięcy dolców może kupić sobie podpowiedź. Jak sami widzicie, jest na co wydawać ciężko zarobioną forsę.

Finisz him!
Parę słów o esencji rozgrywki, czyli o wykańczaniu wrogów i wszystkim, co z tym związane, Możemy się pozbywać zbędnych zwłok. Które mógłby niepotrzebnie przyciągać uwagę strażników. Na każdej mapie trafić można na kontenery i skrzynie, w których idealnie mieści się ciało. Nie rozumiem tylko, dlaczego jedne zwłoki przypadają na, dajmy na to, jeden kontener na śmieci, skoro miejsca jest tam jest na kolejne dwa trupy. (ciało postrzelonej ofiary, które ciągniemy po podłodze, pozostawia za sobą plamy krwi, na które zwracają uwagę strażnicy).

Pozostała oczywiście możliwość przebrania się w ciuchy, które ma sobie uziemiony delikwent (agent 47 wciąż pozostał niekwestionowanym mistrzem świata w ekspresowym składaniu ubrań w kostkę, nawet w sytuacji śmiertelnego zagrożenia) :) Warto w tym miejscu nadmienić, że pokuszono się o taki drobiazg jak slady ran postrzałowych, widoczne na naszym stroju. Niestety opcja ta dotyczy tylko ubrań, które mamy aktualnie na sobie. Jeżeli bowiem zdejmiemy ciuchy z kolesia podziurawionego jak sito, ubranko będzie czyste i schludne, jakby dopiero co wróciło z pralni.

Ponadto pojawia się możliwość chowania się w szafie, chodzenia po gzymsach, wspinania się na rynny, odwrócenia uwagi strażnika rzucona monetą, wytracenie broni z rak wroga, a także używania innych w charakterze żywej tarczy (niby fajny patent, ale o ile w serii Splinter Cell korzystałem z tego dosyć często, tutaj w zasadzie wcale).

Najciekawszą chyba nowością, jeżeli idzie o wykańczanie celów są "wypadki losowe". Chyba tak można je nazwać, chodzi bowiem o upozorowanie śmierci, by nikt z obecnych nie skojażył tego nieszczęśliwego "wypadku" z łysym facetem w nienagannie skrojonym garniturze, który właśnie, jak gdyby nigdy nic, wychodzi wolnym krokiem z budynku. Można więc gościa wypchnąć przez balkon, gdy ten stoi przy balustradzie, można podłożyć w ściśle określonym miejscu niewielki ładunek wybuchowy, którego detonacja spraw, że przechodzącemu dwa piętra niżej drabowi spadnie na głowę żyrandol czy inne ustrojstwo. Możliwości jest oczywiście znacznie więcej z całą pewnością w metodach tych zasmakują przede wszystkim zwolennicy wykańczania wrogów bez użycia broni palnej.



Podejrzliwe tłumy
Jeżeli idzie o AI, nie zauważyłem znacznych różnic w stosunku o poprzednich części. Może tyle tylko, że strażnicy zdają się jeszcze bardziej nieufni i podejrzliwi. Często gdy przechodziłem obok, drapali się po brodach, przyglądając mi się uważnie, a ja wciąż odnosiłem nieodparte wrażenie, że zaraz zostanę zdemaskowany. Wejście zbyt daleko na zastrzeżony teren w nieodpowiednim stroju szybko kończy się strzelaniną, z której mamy małe szanse wyjść zwycięsko (strażnicy, bowiem zaraz zlatują się z całej okolicy).

Wydaje mi się też, że w niektórych momentach ździebełko przesadzono z nadgorliwością władz, no bo kto widział policjanta, który strzela do nas tylko dlatego, że zrobimy o 2 kroki za dużo ? Szczytem nieodpowiedzialności z naszej strony jest również paradowanie z wyciągnięta spluwą na oczach postronnych osób. Aczkolwiek tym razem, jeżeli tylko mamy coś małego, bohater automatycznie trzyma rękę z tył, chowając broń za plecami. Bardzo miłe udogodnienie.

Co ciekawe, ze względu na charakter poszczególnych misji i miejsc, w których się toczą niemal wszędzie pałętają się dosłownie całe tłumy ludzi, a każda z tych osób to oczywiście potencjalny przypadkowy obserwator - może i strzelać do nas nie będzie, ale za to ucieknie z krzykiem. To jest w zasadzie jeszcze gorsze, narobi bowiem takiego rabanu, że w mig zostaniemy zdemaskowani i poczęstowani gradem kul z okolicznych luf. Stąd w najnowszym Hitmanie musimy uważać podwójnie - nie tylko na potencjalnie najbardziej niebezpieczne jednostki, ale i sposoby postronne, których wszędzie pełno.
Glacier i Kyd wciąż rządzą!
Również pod względem grafiki najnowszy Hitman urzeka od pierwszych sekund. Dosłownie. Po odpaleniu gry moim oczom ukazało się jedno z najładniejszych i najbardziej klimatycznych menu, jakie dane mi było w życiu oglądać. A później wcale nie jest gorzej. Po raz kolejny mamy do czynienia z silnikiem Glacier (a raczej jego nowszą i mocno zmodyfikowaną wersją), który doskonale znamy z poprzednich odsłon. Zapomnijcie jednak o tym co widzieliście wcześniej. Blood Money to zupełnie nowa jakość. Poszczególne miejscówki, choć dość ograniczone pod względem rozmiaru, urywają głowę różnorodnością i wyglądem. Każdy etap to małe dzieło sztuki...

Mocną stroną jest również muzyka. Gdy we wspomnianym menu rozległy się pierwsze dźwięki "Ave Maria", dreszcz mimowolnej przebiegł mi po plecach. W trakcie gry towarzyszą nam równie piękne kompozycje, za którymi stoi prawdziwa legenda branży. Jespyr Kyd, twórca muzyki do wszystkich poprzednich części i wielu innych gier (że wspomnę tylko o SC: Chaos Theory, Messiah, czy MDK2, wciąż jest w wyśmienitej formie, czemu doskonale dał wykaz tutaj. Prawdziwą poezja dla wszystkich, których słoń nie nadepnął na ucho.

Jak cię widzą, tak cię piszą
Ukoronowaniem wyświetlanych po każdym etapie statystyk (które same w sobie względem poprzednich części zacznie rozbudowano) jest artykuł w lokalnej gazecie, w którym znajdziemy swoiste podsumowanie ostatniej misji. Zawiera on nie tylko podstawowe informacje dotyczące ofiar, ale nawet takie detale, jak liczba świadków, którzy nas widzieli, czy opis broni, która niedopatrzenie zostawiliśmy na miejscu zbrodni. Każdy taki artykuł utworzony jest - rzecz jasna - z gotowych komponentów, które program automatycznie wstawia w zależności od naszych poczynań, ale przyznać trzeba, że pomysł sam w sobie jest genialny.

Nieliczne wady
Z najbardziej rzucających się w oczy wad wspomnieć musze o dwóch. Pierwszemu babolowi można łatwo zaradzić, do drugiego zaś po prostu trzeba się przyzwyczaić. Postanowiłem wiec zrobić wyjątek i nie obniżać za to oceny końcowej. Ze zbyt dobrą grą mamy do czynienia by karać ją za takie detale.

Pierwsza wada dotyczy bowiem optymalizacji. Zabawa bez patcha jest w zasadzie niemożliwa na większości współczesnych komputerów. Bez względu na ustawienia graficzne gra tnie się niemiłosiernie. Na szczęście szybko wypuszczono łątkę, dzięki której sytuacja diametralnie się zmienia. Miejmy nadzieję, że Cenega wyda u nas grę już w wersji 1.1 (premierę zapowiadano dopiero na sierpień).

Druga z wad dotyczy zapisywania stanu gry. Otóż save'y z aktualnie rozgrywanej misji znikają po wyjściu z programu. Pamiętać więc trzeba, że każde zlecenie musimy ukończyć w 100% inaczej będziemy zmuszeni zaczynać od samego początku. Wada ta nie ma oczywiście żadnego dla prawdziwych maniaków, którzy zawsze przechodzą Hitmana na najwyższym poziomie trudności - tutaj bowiem możliwość zapisu w trakcie misji w ogóle nie występuje.

Wszystkie inne elementy wymagające dopracowania to w zasadzie same drobiazgi, które w moim odczuciu w żaden sposób nie rzutują negatywnie na odbiór całości (jak. np. Znany już od pierwszej części problem przenikających się wzajemnie ciał ułożonych w stos).

Finał godny Oscara!
Opis fabuły pozwolę sobie darować ( w skrócie powiem tylko, że podobnie jak w "trójce" wszystkie rozgrywane misje są retrospekcjami wcześniejszych zdarzeń), ale o jednej rzeczy wspomnieć muszę koniecznie. O zakończeniu, którego zaczynamy się domyślać gdzieś tak mniej więcej w połowie gry. Gracz zastanawia się, cóż też skłoniło twórców to uknucia tak przewidywalnej historii, a gdyż już jesteśmy świadkami owego finału, następuje prawdziwe zatrzęsienie ziemi - gra atakuje chyba najbardziej oryginalnym zakończeniem, jakie miałem okazję w ostatnich latach oglądać. Zaskakujące i niebanalne zwieńczenie opowieści wciska w fotel do tego stopnia, że rozpamiętywałem je jeszcze długo po tym, jak wentylatory mojego komputera przestały pracować.

Zresztą zakończenia na dobrą sprawę są dwa. Jakie? Nie zdradzę, rzecz jasna, podpowiem tylko, że pozory myl i nie zawsze napisy końcowe muszą oznaczać koniec ostateczny. Niejasne? Bardzo dobrze. Gdy już zobaczycie, w czym rzecz, wszystko stanie się czytelniejsze wtedy też podziękujecie mi w duchu że nie zdradziłem zbyt wiele.

Bierz w ciemno
Cóż, 13 misji pozostawia pewien niedosyt (a w zasadzie 11, bo przecież trudno traktować poważnie krótki epilog oraz pierwsze zlecenie, pełniące rolę samouczka, w którym jesteśmy prowadzeni punkt po punkcie za rączkę). Po zaliczeniu tak dobrej gry zawsze chciałoby się więcej. Z drugiej jednak strony, otrzymanie najlepszej rangi podczas zabawy na najwyższym poziomie trudności zabiera tyle naszego życiorysu że z powodzeniem w tym samym czasie można by zaliczyć całą sagę Splinter Cell, być może nawet kilka innych składanek na dokładkę.

Choć nigdy nie byłem gorliwym wyznawcą Hitmana, uważam, że jego najnowsza odsłona jest warta każdych pieniędzy. Wybornej oprawie wtórują niezła fabuła, doskonały klimat i przepotężna grywalność. Czegoż chcieć więcej? Jeżeli drzemie w tobie chęć wcielenia się w człowieka, który zabija na zlecenie, masz po temu najlepszą okazję. Przekonaj się na własnej skórze, jak smakuje Krwawa Forsa.

Eugeniusz Siekiera

Okiem Czarnego Iwana
Chyba nikt nie będzie podejrzewał mnie o pewne skłonności, jeśli powiem że bardo lubię tego łysego faceta w garniturze. Codename 47 od samego początku był postacią mocno zdystansowaną, nieco tajemniczą, zazwyczaj ponurą. Z nomen omen zabójczą konsekwencja realizował kolejne misje i zadania eliminując cele. Sterowanie 47 dawało niesamowitą frajdę, bo umożliwiało niemal pełną swobodę decyzji.

IO z determinacją dalej idzie w tę stronę. Jeszcze wyraźniej czułem, że to ja podejmuję decyzję, a nie scenarzysta z programistą, którzy wbijają mnie w swoje buty. Oczywiście pewne schematy są wskazane i lepiej punktowane, co obecnie przekłada się również na przydatny szmal, jednak Hitman nada oferuje graczom bardzo dużo swobody w podejmowaniu decyzji. Chcesz upozorować samobójstwo wypychając jegomościa z balkonu? Proszę bardzo, ale jeżeli wolisz udusić go stalowa struna lub wbić nóż w kiszki, a potem paradować w jego garniturze w lakierkach, taki scenariusz jest jak najbardziej możliwy! Z rzeczy, które nieco mnie irytowały, mogę wymienić tylko drobiazgi. Rzeczywiście układanie ciuszków w kostkę to akcent humorystyczny, jak już dawno IO powinno z gry usunąć. Przenikające się trupki i znikające jak kamfora zapisy gry irytują nieco bardziej, ale na to również można przymknąć oko. Nieco gorzej, że Hitman nadal nie doczekał się swojej wersji multi. Czy 16 lub 32 łysych facetów w bajerach biegających po arenie zachwiało by pozycję legendy? Nie sądzę Na razie pozostaję więc smakowita porcja misji z 47 w roli głównej. Zapnij pod szyja białą koszulę, zawiąż krawat, wypoleruj łysinę i przekonaj się, kto dzisiaj ma umówione spotkanie z kostuchą.
ocena
ogólna ocena obejmująca całokształt: 9 / 10
ocena za przyjemność z grania: 9 / 10
ocena za styl graficzny oraz efekty: 8 / 10
ocena za dźwięki, muzykę i wrażenie: 9 / 10

Zalety: Wady:
+ niebanalne zakończenie - bez patcha nie da się grać
+ tysiąc sposobów na ukończenie
każdej misji
- save'y z aktualnie rozgrywanej misji
znikają po restarcie
+ świetna grafika i dźwięki - kilka innych niewiele znaczących drobiazgów
+ tony wyśmienitych pomysłów    
+ wątek ekonomiczny    

© CD-Action, © Wydawnictwo Bauer. Publikacja za wiedza i zgoda redakcji. www.cdaction.pl

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player